Wizyta w więzieniu

Wizyta w więzieniu

Przed tobą otwarte drzwi, przez które przechodzisz i stajesz po drugiej stronie muru. Na chwilę jeszcze się odwracasz, by zobaczyć co zostawiasz za sobą. A tam widzisz zielone drzewa z pobliskiego parku. Wszystko wydaje się takie normalne, wręcz prozaiczne. Ten obraz nabiera innego znaczenia jeśli wyobrazisz sobie, że te drzwi za chwilę się zamkną a to, na co patrzysz to ostatni widok zarejestrowany z wolnego świata. Te drzwi są bramą więzienia. Wyobraź sobie, że przez lata pamiętasz ten właśnie widok, który z czasem rośnie do rangi nieziemsko pięknego ogrodu jak z bajki… Oczywiście, to tylko niewinna symulacja, ale wiedz, że żyli kiedyś ludzie, którym się to przydarzyło.

Niedzielne popołudnie

To miało być jedno z tych nudnych, leniwych niedzielnych popołudni, kiedy upojenie wolnym dniem nie pozwalało mieć sprecyzowanych planów. Czuło się tylko sytość po obfitym obiadku i walczyło z sennością. W obawie by nie zmarnować cennego, wolnego czasu wyszło się z domu by znaleźć jakieś miejsce na przechowanie, by mieć wymówkę, że zrobiło się coś nowego, coś poznało, coś odkryło. A jednak miejsce miejscu nierówne – jedno przeszło niezauważone, inne zmieniło sposób widzenia świata.

W takim błogim stanie relaksu wybraliśmy się do muzeum – więzienia „Le Nuove” w Turynie. Muzeum, jak to muzeum, z zewnątrz wydawało się ciekawym obiektem do zwiedzenia i poznania dreszczyku emocji „jak to czuje się człowiek za zamkniętymi drzwiami”, kilka salek, jakieś pamiątki. Takie były przewidywania. Jednakże to co nam powiedziano, to co zobaczyliśmy, a przede wszystkim uczucia jakie nam towarzyszyły sprawiły, że szybko obudziliśmy się ze stanu leniwego letargu i zostaliśmy podniesieni do stanu świadomości poznania, na naszych barkach przysiadł ciężar wiedzo o tym miejscu, ciężar prawdy historycznej. Senność uciekła, oczy nam się otworzyły i może nawet ktoś po kryjomu otarł łezkę z twarzy…

W centrum miasta

W niedalekim oddaleniu od centrum Turynu, w miejscu, gdzie zbiega się wiele arterii miasta stoi duży masywny gmach otoczony wysokim murem. W części centralnej rozległe i przytłaczające wejście, ozdobione znakami władzy królewskiej dynastii Savoia. To więzienie, wybudowane pod koniec XIX wieku i czynne jeszcze na początku XXI wieku. Obecnie przekształcone na muzeum i miejsce pamięci.

Czy to ironia losu, czy też fakt przemyślany przez Władze Miasta, po drugiej stronie ulicy w niewielkim oddaleniu od historycznego więzienia stoi budynek Sądu Głównego w Turynie Palazzo di Giustizia. Budynek sądu to udany przykład nowoczesnej architektury, wybudowany z czerwonej cegły, który harmonijnie stapia się ze stylem jaki widzi się w całym mieście. W jego środku przestronne i nowocześnie wykończone halle, a w samym centrum budynku o strukturze kwadratu wykrojony, przestronny krużganek. Pech chciał, że w tak dużym gmachu zabrakło jednak miejsca na zwykłe biura administracyjne. W związku z tym, jako rozwiązanie przystosowano i przebudowano historyczną części struktury więzienia na potrzeby współczesnego sądownictwa. Teraz prawnicy, przechodzą przez wąskie drzwi więzienia by w jego wnętrzu rozpatrywać o losie tych, którzy igrają z prawem.

Zwiedzanie

To nie jest zwyczajne muzeum. Od samego początku spotkania z ludźmi, którzy tutaj pracują ma się wrażenie, że darzą to miejsce ogromnym szacunkiem i starają się nakłonić do niego zwiedzających. Na pytanie „czy w środku można robić zdjęcia” pani kasjerka z delikatnością odpowiada, że ze względu na szacunek do więźniów, proszą by nie robić żadnych fotek. Przewodnicy to wolontariusze, osoby, które znają tu każdy kamień i interesują się historią zarówno więziennictwa i jak i miasta. Jak się później okazuje z ich opowiadania, sami docierają do wielu źródeł historycznych.

Wizyta zaczyna się od przejścia wzdłuż muru, na którym zawieszone są fotografie, a na nich twarze ludzi. Przewodnik sugeruje wszystkim zwiedzającym by dobrze przyjrzeć się każdemu z więźniów i pozwolić się być obserwowanym przez nich, czytać nazwiska. Idziemy w milczeniu, myślę sobie, że taki eksperyment dla mnie nie ma sensu, że przecież ich nie znam, no bo skąd! Nikogo z nich. Przyglądam się jednak twarzom. Zaczynam ich poznawać. Większość z nich to młodzi ludzie, niektórzy są śmieszni, niektórzy poważni, niektórzy eleganccy, w większości uśmiechnięci, w przewadze mężczyźni, choć raczej należałoby powiedzieć młodzieńcy. To tylko niewielki procent osób, które były w tym więzieniu. Więźniowie polityczni z okresu II Wojny Światowej. Wszyscy stracili życie w tych murach. To dziwne jak opowiadając o grupie ludzi ma się szacunek do ich statusu nieżyjących, natomiast stając twarzą w twarz nawet z jedną osobą “po tamtej stronie” wytwarza się jakaś niewidoczna więź i poniekąd wchodzi się w dramat jej życia, czuje się żal z powodu jej straty. W myślach powstaje cała chęć wyobrażenia sobie jej historii i przykładowej hipotezy, jak potoczyłyby się jej losy, gdyby nie potwierdzona śmierć. Uczucie jej zgaszonego już życia pozostaje w myślach i nie można się go pozbyć,  pozostaje podczas całego pobytu w tym miejscu.

Cierpienie

To właśnie odwołanie się do cierpienia czuje się w czasie całej wizyty w tym muzeum.

Jeśli nie ma się nic wspólnego z takim miejscem, a tematykę zna się jedynie z telewizji lub z książek, na ogół więzienie nie jest kojarzone z cierpieniem, ale z zasłużoną karą. Wiadomo, los nie pieści się z tymi co z zasady w jakiś sposób skrzywdzili innych, bo inaczej dlaczegoż zasłużyliby sobie na więzienie. Z mediów i telewizji można mieć wrażenie, że to miejsce dla twardzieli, oglądając filmy o tej tematyce zawsze widzi się przemoc i agresywne zachowanie – podejście jest raczej sensacyjne niż refleksyjne. A jednak, cierpienie nie oszczędza nikogo, łamie każdego, kwestia tkwi tylko kiedy ta granica wytrzymałości człowieka zostanie przekroczona. Cierpią zarówno dobrzy, jak i ci… mniej dobrzy. Kto zszedł na złą drogę na własne życzenie, kto został wciągnięty w przestępczy światek przez innych i kto w końcu niewinnie został zamknięty w tym gmachu, bycie więźniem do przyjemności nie należało… i nie należy.

Oddział kobiecy

Zwiedzanie podzielono na trzy części tematyczne. Jako pierwszy, zwiedzamy oddział kobiecy, zachowany do dzisiaj w jego pierwotnej postaci. Wzrusza prostota tego miejsca, niewielkie pomieszczenia, zakratowane okienka, gdzieniegdzie drewniana półeczka i to wszystko. Jednakże najbardziej znaczące i symboliczne są drzwi. Nieduże. Podwójne – jedne to praktycznie krata, a drugie masywne i drewniane, z klapką na wysokości oczu i małym judaszem do podglądania. Będąc po raz pierwszy w więziennej celi siłą rzeczy uderza myśl o osobach, które mieszkały tutaj, spogląda się na wypatrzone przez lata ściany, na ich nieregularności kontemplowane w nieskończoność. Siłą rzeczy rozważa się dramaty ludzkie rozegrane w tych murach.

Miejscem niezwykle wzruszającym jest żłobek więzienny. Są tam trzy łóżeczka z metalowymi, ochronnymi barierkami – obraz smutny i rozczulający. W malutkiej gablocie kilka plastikowych zabawek: biały, plastikowy konik – cały zabrudzony, dwa zniszczone telefony – jeden bez słuchawki z oczami i przyklejonym uśmiechem – powinien być sympatyczny, a ma się wrażenie, że ktoś każe mu się uśmiechać i tak zasyga w tej pozie po dziś dzień. Nawet plastikowa zabawka uwiązana w tych murach oddaje cierpiętniczy charakter tego miejsca. Matki więźniarki miały prawo przebywać z dziećmi do czasu ukończenia przez nich 3 lat.

Okres wojny

Długim korytarzem przechodzimy do drugiej części zwiedzania, która odnosi się do okresu II Wojny Światowej. Cele inne od poprzednich, zostały przebudowane i przystosowane do łóżek piętrowych, by na małej powierzchni pomieścić maksymalną liczbę więźniów. Przebywali tu liczni więźniowie pochodzenia żydowskiego i polityczni: partyzanci zgrupowani w Alpach i ludzie z ruchu oporu. W momencie zwrotu w polityce Włoch w czasie wojny i przejścia na stronę amerykańską, więzienie całkowicie zostało zdominowane przez Niemców. Niemcy z wiadomych przyczyn z dnia na dzień zaczęli traktować Włochów jako zdrajców i rozprawiać się z nimi w sposób bardzo okrutny. Przesłuchiwania i tortury. Znając z historii okupację Polski, potwierdza się iż system działania żołnierzy niemieckich w tamtych czasach  wydaje się ten sam co i w naszym kraju. Potworność tych wydarzeń, za każdym razem gdy się o nich słyszy, wprawia w osłupienie, a ludzkie cierpienie i śmierć w milczącą zadumę.

Tematyka związana z wojną stanowi dość ważne zagadnienie także we Włoszech, żyją jeszcze naoczni świadkowie wydarzeń, o których trudno zapomnieć. Zwłaszcza Turyn, wysunięty bardziej na północ w stosunku do innych miast Półwyspu Apenińskiego, był często bombardowany. W Alpach stacjonowały liczne grupy partyzantów.

Signora Adriana

Przewodnik, by lepiej móc zrozumieć także kontekst czasowy i zmiany polityki władz więzienia, nakreślił całe tło historyczne wydarzeń. Po tym wstępie głos przejęła kobieta, w podeszłym już wieku, która towarzyszyła grupie i pilnowała by nikt nie pozostał w jakiejś celi. Signora Adriana.

To drobna, uprzejma z natury i nieco zamyślona kobieta w starszym wieku i o delikatnym uśmiechu. Dało się zauważyć, że wcześniej tak bacznie przyglądała  się twarzy każdego ze zwiedzających w trakcie opowiadania przewodnika, jakby kontrolowała reakcję w czasie wyjawiania historii tego miejsca.

Pani Adriana urodziła się w tym więzieniu. Tak się stało, że w trakcie wojny przed jej domem była strzelanina i partyzanci zabili dwóch żołnierzy niemieckich. Jak w takich nagłych wypadkach bywa, wszystko potoczyło się bardzo szybko: mężczyźni uciekli w góry, a kobiety zostały, z racji że matka pani Adriany była w ciąży. W konsekwencji Niemcy zabrali do więzienia matkę i babkę, tam je przesłuchiwali, ale kobiety utrzymywały, że nic nie wiedziały „kto i jak”. Zostały zatrzymane w więzieniu aż do końca wojny. W międzyczasie urodziła się Adriana i cały okres niemowlęctwa spędziła przy matce w więzieniu. Kiedy miała 18 miesięcy potajemnie została wyniesiona w koszu z brudną bielizną przez bohaterską zakonnicę, przełożoną części kobiecej, która całe życie poświęciła temu miejscu, uratowała wiele dzieci, jak Adriana i pomogła uciec wielu więźniom politycznym w trakcie wojny. Siostra Giuseppina.

Cel śmierci

Schodzimy do podziemia. Pomimo że to słoneczny i ciepły dzień tutaj panuje półmrok i jest dość zimno, po odkrytych ramionach zaczynają przechodzić dreszcze. Na betonowej podłodze w bladym świetle lamp błyszczą gdzieniegdzie niewielkie kałuże wody. Tutaj znajdują się cele skazanych na śmierć. Wszystkie cele mają otwarte drzwi, w miejscu centralnym na małych tabliczkach podświetlonych przez neon widnieją jakieś zdania. To ostatnie zapiski więźniów skazanych na śmierć.

Napisanie potajemnego listu do rodziny to ostatnia przysługa więziennego kapelana wyświadczana więźniom. Ryzykując życiem w szerokich rękawach sutanny przemycał skrawki papieru i ołówek. Na kilka godzin przed śmiercią więźniowie pisali kilka zdań: słowa otuchy, pocieszenia, krótkie pożegnanie… „powiedzieli mi, że za dwie godziny zostanę rozstrzelany…”, „jestem za młody żeby umierać…”, „jesteś młoda, ułożysz sobie życie beze mnie…”, „przecież nic nie zrobiłem…” to tylko urywki, które pozostały i chyba już pozostaną w pamięci. Czytanie tych krótkich, rozdzierających serce wiadomości to jak cicha rozmowa ze skazańcem. Wszyscy w skupieniu i cichaczem przechodzą od jednej do drugiej celi, czytając te dramatyczne wyznania, nikt nie śmie mówić, niektórzy szeptem czytają pożegnanie, widać tylko ruchy warg. Cicho docieramy do końca korytarza, gdzie świecą się lampki i czeka na nas przewodnik. Czyta wybrany przez siebie, cały list młodzieńca, który żegna narzeczoną, prosi by o nim zapomniała i próbowała znaleźć inną miłość. Pociesza ojca. Jak potem informuje nas przewodnik o losie jego bliskich – ojciec na krótko po śmierci syna umiera z żalu, dziewczyna nie jest w stanie zapomnieć i całe życie zostaje sama.

Wszystkie te listy zachowały się, jako że kapelan spisywał je potem ręcznie w dzienniczku, żeby się nie zgubiły i w razie potrzeby w jakiś sposób dotarły do rodziny. Po wojnie zostały zebrane i wydane w książce.

Wyjście z więzienia

I tak kończy się wizyta w więzieniu. Wychodzimy i widzimy to samo co kilkadziesiąt minut wcześniej otoczenie, drzewa, przechodzimy przez tą samą bramę, z tą różnicą, że chyba wszyscy my, którzy widzieliśmy to otoczenie wydajemy się trochę inni. Czy lepsi? Z pewnością świadomi ludzkiej delikatności.