Włoski wczoraj i dziś oraz dlaczego Włosi omijają naukę języków obcych

Włoski wczoraj i dziś oraz dlaczego Włosi omijają naukę języków obcych

W poniższym artykule dowiesz się jakie zwyczaje językowe ponują we Włoszech, czy Włosi mówią tylko po włosku oraz czy łatwo uczyć się angielskiego we Włoszech.

Język włoski jest przepiękny, melodyjny i dźwięczny. To język melodramatyczny, rozpoznawalny na całym świecie dzięki licznym pieśniom lirycznym i dziełom operowym wielkich twórców jak: Verdi, Rossini, Puccini, że innych nie zliczę. W czasach dzisiejszych to także muzyka popularna, kojarzona na ogół z melodyjnymi piosenkami o miłości, czy z festiwalem w Sanremo.

Obecnie jedną z artystycznych „ambasadorek” tego języka jest Laura Pausini, która obok Andrea Bocellego należy do najbardziej słuchanych na świecie włoskich artystów – 70 milionów sprzedanych płyt. W wywiadzie, którego udziela dziennikarzowi Aldo Cazzullo w książce „L’intervista. I 70 italiani che restano” („Wywiad.70 Włochów, którzy zostają”) piosenkarka mówi, że w Ameryce Południowej owszem śpiewa po hiszpańsku, ale już w krajach anglosaskich, w Niemczech, krajach skandynawskich czy w Rosji śpiewa po włosku. Z wyboru. Dlatego, że publiczność chce słuchać właśnie włoskich piosenek.

Jako ciekawostkę podam, że ceniony na całym świecie kompozytor muzyki filmowej, Ennio Morriccone mówi tylko po włosku, podobno nawet niechętnie opuszcza Włochy. W trakcie odbierania Oskara za całokształt pracy twórczej Maestro Morriccone wygłosił mowę właśnie po włosku. Oglądając w telewizji wywiad z nim w programie „Che tempo che fa” ma się wrażenie, iż jest to osoba bardzo skromna i pochłonięta całkowicie pasją swojej sztuki. Można stąd wnioskować, że wszystkie inne „przyziemne” rzeczy jak np. znajomość języków to dla niego rzecz o mniejszym znaczeniu. Oczywiście przykład Morriccone jest ewenementem jedynym w swoim rodzaju i nie każdy kto współpracuje z obcokrajowcami może sobie na to pozwolić.

O tym, że Włosi nie lubią studiować języków obcych wiadomo… od nich samych. Zawsze jak porusza się ten temat wszyscy jak jeden mąż mają taka samą opinię. Niektórzy są bardzo krytyczni w tym temacie w stosunku do swoich rodaków, zdarzają się także osoby dumne z tego faktu.  Z pewnością nie trzeba samemu daleko szukać, by się o tym przekonać. Wystarczy pobyt wakacyjny w jednym z tutejszych kurortów, wypad na zakupy czy wyjście do restauracji by zdać sobie sprawę, iż znajomość angielskiego jest bardzo słaba.

Oczywiście nie znaczy to, iż brakuje osób, gotowych do rozmowy! Wystarczy, że zapytamy po angielsku o drogę a już tworzy się grupka osób gotowych pomóc, rozmawiają między sobą po włosku, by ustalić, gdzie znajduje się interesujący nas punkt. Trudniej tylko potem ze zrozumieniem… Znając jednak charakter Włochów zawsze w jakiś
sposób im się to udaje. Jak zwykle w takich przypadkach – improwizują.

Otwartość językowa tych ludzi jest zadziwiająca. Znam pewną parę, gdzie mąż jest osobą dość spokojną i zdystansowaną do innych, włada angielskim na poziomie konwersacyjnym. Żona posiada jedynie podstawową znajomość tego języka, ale jest „wulkanem” w życiu towarzyskim. Tak się składa, że w czasie zagranicznych podróży to żona zawsze prowadzi wszelkie dyskusje z obcokrajowcami, udziela porad i informacji, załatwia formalności związane z wyjazdem. Jak to robi? Z pewnością trochę na migi, czasami powtarza bardzo głośno i wyraźnie włoskie wyrazy, dzieląc je na sylaby, choć nie jest rzeczą bez znaczenia, iż posiada pogodne usposobienie i jest niezwykle sympatyczna.

Zaznaczyć tutaj należy, że znaczna część Włochów posługuje się w pewnym sensie dwoma językami: włoskim i gwarą regionalną.  W Italii każdy region posiada swój własny sposób mówienia, dla każdego z nich brzmi kompletnie inaczej i niekiedy jest niezrozumiały dla mieszkańców innych regionów, brzmi jak odrębny język. W gwarach włoskich zmienia się nie tylko akcent, ale pojawia się wiele nowych słów. Dla przykładu w filmie „Gomorra”- opartym na książce Roberto Saviano o tym samym tytule – używa się gwary/języka neapolitańskiego. Ten artystyczny wybór jest nawet zrozumiały, gdyż tylko w ten sposób można oddać charakter tego miejsca i ludzi w nim żyjących.  Jednakże gwara neapolitańska nie jest rozumiana w całych Włoszech w związku z tym film, który wyświetla się w telewizji i w kinach, posiada napisy. Czasami w transmisjach telewizyjnych przedstawiających opinie mieszkańców czy świadków wydarzeń różnych regionów, także używa się napisów.

Gwara w Piemoncie, którą najczęściej słyszę, to hybryda języka włoskiego i francuskiego. Z pewnością nie rozumieją jej osoby, dla których włoski nie jest językiem ojczystym. Jej częściowe zrozumienie przychodzi z czasem dzięki osłuchaniu, jak sama się o tym przekonuję.

Niemalże większość osób starszych używa gwary, jest rozpowszechniona w większym stopniu w mniejszych niż w większych miastach. Jak udało mi się ustalić w czasach  obecnych i wśród ludzi zaawansowanych wiekowo rozpowszechniło się przekonanie, że jest to sposób mówienia osób mniej wykształconych. Kiedyś pokrywało się to z prawdą, jednakże w chwili obecnej podejowane są działania ze strony różnych instytucji, by ją kultywować, gdyż jest ważnym elementem kultury i tradycji kadego regionu.

W praktyce gwara nie jest w pełni przekazywana dzieciom. Widzę to także w mojej włoskiej rodzinie. Teściowie między sobą i wśród przyjaciół rozmawiają po piemontese. Ze swoim synem jednak rozmawiają zawsze po włosku. W konsekwencji mój mąż posiada bierną znajomość tego języka – rozumie go, ale nie potrafi używać, oprócz kilku bardziej popularnych zwrotów. Prosiłam kiedyś teściów, by używali gwary, w rozmowach z wnukiem. Ale nie dało się ich przekonać, w konsekwencji mój syn, podobnie  jak mąż, posiada jedynie znajomość dźwięku tego języka.

Włosi w rozmowach w sposób naturalny przechodzą z jednego języka na drugi, przeplatają słowa gwary i włoskiego. Można by przypuszczać, że osobom tak „wygimnastykowanym” językowo opanowanie nowego powinno przyjść w sposób naturalny i… pewnie tak jest. Wydaje się rzeczą oczywistą, iż mając takie przygotowanie powinni być bardziej niż inni skłonni do nauki języków obcych. Nie wykazują w żadnym stopniu snobizmu językowego, a więc nawet idea “wyższości” w tej dziedzinie nie wchodzi w grę. Jednakże znajomość i nauka języków obcych, a mam na myśli zwłaszcza angielski, nie jest rozpowszechniona tak jak w Polsce czy w innych krajach europejskich.

Na stronie The British Institute of Rome jednej ze szkół językowych obecnych na rynku znalazłam dane z międzynarodowego raportu EF EPI z 2017 roku, który bada znajomość angielskiego w krajach nieanglojęzycznych. Według niego Włochy zajmują 28 miejsce spośród 72 krajów świata, natomiast w Europie 21 miejsce spośród 26 krajów.

Regiony o wyższym poziomie znajomości to Friuli Venecja Giulia, Lambardia, Piedmont, Veneto i Liguria. Lazio i miasto Rzym charakteryzują się znajomością angielskiego na średnim poziomie. Na ostatnich miejscach natomiast plasują się: Sardynia, Basilicata, Campania, Sycylia, Calabria i Umbria. To zestawienie to jakby mapa Włoch: Północ wyższy poziom, Centrum średni a Południe zamyka zestawienie. Jeśli chodzi o czynnik wiekowy to, jak można się tego spodziewać, lepiej posługują się nim młodzi w przedziale 18 i 25 lat, wśród których duży procent mówi płynnie.

Oczywiście obecnie podejście w tej dziedzinie się zmienia, choć nie tak szybko jak by się można było tego spodziewać. Włosi bardzo dobrze zdają sobie sprawę ze zmian jakie zachodzą w dzisiejszym świecie. Wymagania związane z poszukiwaniem pracy, wymiana studencka, czy też wyjazdy wakacyjne bardziej mobilizują młodych do nauki języków. Natomiast sytuacja w samej szkole nie należy do najszczęśliwszych i niestety tutaj należałoby szukać przyczyny obecnego stanu rzeczy.

Rzeczą ciekawą, która wynika z cytowanego wcześniej raportu jest fakt, że znajomość języka angielskiego jest przypisywana osobom z wysokimi dochodami i o wysokim standardzie życia. Jak obserwuję, ma to pełne odzwierciedlenie w rzeczywistości. Szkół o rozwiniętym profilu językowym jest niewiele i mają charakter raczej elitarnych. Na rynku znajduje się niewielki wybór szkół językowych, a kursy kosztują dość drogo, więc nie wszystkich na nie stać.

Mało zróżnicowany jest wybór pozycji książkowych do nauki jakie oferują księgarnie. Sama się o tym przekonałam, kiedy próbowałam szukać materiałów do nauki angielskiego dla mojego syna w różnych punktach sprzedaży, nawet w księgarni międzynarodowej. Ta ostatnia posiada bogaty wybór książek w wielu językach obcych, jednakże w pełnych wersjach. Brakuje natomiast pozycji jak: gramatyka, ćwiczenia, teksty uproszczone, czy też książki do samokształcenia. Najprawdopodobniej książki te nie cieszą się dużym popytem, stąd też ich niedobór.

Z własnych obserwacji i doświadczeń widzę, że we Włoszech nie ma zwyczajnie tendencji czy pewnego rodzaju „mody” do nauki języków obcych. Rozmawiając z rodzicami ma się wrażenie, że w tym temacie zaspokaja ich fakt, że ich dzieci uczą się w szkole. W tym przypadku mówię o szkole podstawowej z racji, że mój syn uczęszcza właśnie do takiej szkoły. Rzadko rodzice szukają jakiejś alternatywy poza nią. Z oferty jaką udało mi się znaleźć należy wymienić: kursy językowe w położonych daleko od domu placówkach lub półkolonie. W obu przypadkach ceny są dość wysokie dla jednego dziecka, nie mówiąc o dwóch lub trzech „pociechach”!

Coś jednak zaczyna się zmieniać, ale jak to na Włochy przystało dużo w tym chaosu i wiele jest punktów niejasnych. W tym roku pierwszy raz, obok matematyki i włoskiego, w ogólnokrajowych testach o nazwie INVALSI pojawia się język angielski. Testy są anonimowe i w szkole podstawowej przystępują do nich uczniowie klas II i V. Służą ocenie szkoły i nauczycieli. Na temat tego testu krąży wiele legend i różne jest podejście nauczycieli. Osobom, które nie znają włoskich realiów życia, z trudem jest nawet wytłumaczyć całą atmosferę, która towarzyszy temu wydarzeniu i opinie jemu towarzyszące.

Wracając jednak do testów z angielskiego 2018, w naszej szkole nauczyciele starają się przygotować uczniów do tego typu sprawdzianu. Wynika to stąd, że pytania mają inny charakter niż materiał przerabiany na lekcjach i zawarty w książkach. Już na samym początku widać rozbieżność z rzeczywistością. W programie testu zawarte są niektóre zagadnienia gramatyczne, które nie są objęte programem szkoły podstawowej. Niektóre ćwiczenia jak słuchanie tekstów i sprawdzian ze słuchu nie są często wykonywane w klasie z uwagi na brak sprzętu. Zadziwiającym jest również fakt, że w dniu zapowiedzianego testu, Związki Zawodowe Nauczycieli zapowiedziały strajk(!). Zaledwie dzień przed sprawdzianem potwierdzono, że lekcje się jednak odbędą (podobna sytuacja powtórzyła się przy teście z matematyki).

Z tego co widać przestarzały i mało atrakcyjny jest system nauki języka angielskiego w szkołach, bazuje bardzo często na podejściu jedynie gramatycznym. Bardziej zniechęca niż przybliża dzieci do jego studiowania. Bardzo wiele szkół boryka się z problemem personelu, w konsekwencji  lekcje języka są  przygotowane i przeprowadzane przez nauczycieli innych przedmiotów, bez doświadczenia w zakresie metodologii nauczania w tym zakresie i często z podstawową znajomością języka.

Dość optymistycznym w tym wszystkim wydaje się plan jaki prezentuje, w czasie “dnia otwartych drzwi”, szkoła gimnazjum (po 5 latach szkoły podstawowej). Oprócz podstawoewgo programu obowiązkowego dla wszystkich uczniów, szkoła organizuje dodatkowe laboratoria językowe, często bezpłatne lub za niewielką opłatą. Organizowane są także wyjazdy na warsztaty językowe do krajów anglojęzycznych, choć te już do tanich nie należą. W gimnazjum uczniowie mogą przygotowywać się i zdawać egzaminy językowe, do których przygotowuje szkoła.

Plany brzmią dość budująco, ale rzeczywistość którą widzimy na co dzień napawa jednak pesymizmem. Co będzie w przyszłości? – czas pokaże. W rodzinie mamy dość pozytywne podejście do nowości i wierzymy, że tak będzie jak mówią plany. Żeby się jednak w pełni przygotować na wszelkie ewentualności, mój syn korzysta z licznych materiałów do nauki języka… zakupionych w Polsce.