O Sole Mio czyli hymn na cześć Słońca

O Sole Mio czyli hymn na cześć Słońca

Mojeż ty Słoneczko! Ta popularna piosenka neapolitańska to hymn wdzięczności na cześć Słońca, dookoła którego toczy się całe życie Włochów i któremu tak wiele zawdzięczają.

Na pierwszy błysk jego promieni otwierają się okna, z domów wychodzą ludzie, patrzą na siebie, pozdrawiają i zaczynają rozmawiać ze sobą… a rozmowom nie ma końca. Kawiarnie i restauracje wystawiają na zewnątrz stoliki i krzesła, nawet małe punkty gastronomiczne stawiają chociaż ławeczkę przed lokalem. Przyjemnie jest posiedzieć na dworze w taki ładny dzień i popatrzeć jak świat przechadza się przed nami.

Słońce, które osusza… pranie. To właśnie Słońce rozpostarło długie sznury suszących się prześcieradeł, spodni, koszul. Kiedyś mnie to śmieszyło, ale w końcu zdecydowałam się spróbować. Trzeba tylko dobrze przymocować brzeg prześcieradła żabkami do bielizny, bo inaczej może spaść. Na początku ciężkie zwisa bezwładnie w dół, lecz z czasem, kiedy staje się suchsze zaczyna coraz bardziej tańczyć na wszystkie strony. W ciepły letni dzień wystarczy tylko godzina i wszystko jest suche. W bardziej szanujących się domach wymagane jest by pranie wywieszano od podwórza, żeby strona wejściowa do kamienicy wyglądała bardziej elegancko. Wiadomo jednak jak to jest: jeden lokator posłucha, a drugi nie. Potem wszystko faluje na wietrze, że trudno nie zauważyć.

 

Nawet zimą Słońce nie pozwala o sobie zapomnieć. Niekiedy zdarzają się deszcze, mgły czy nawet śnieg, ale każdego dnia jest nadzieja, że choć na chwilę, choć blade przez gęste chmury da znać mieszkańcom tego kraju, że pamięta o nich i czuwa nad nimi. Także mieszkańcy nie zapominają o swoim świetlistym patronie i rozmawiają o tym ze smutkiem na każdym rogu ulicy, w każdym sklepie a zwłaszcza w barach; w każdym dzienniku telewizyjnym i w programach z cyklu aktualności dnia rozprawia się, że nad Półwyspem Apenińskim zawisły chmury i będzie padało: nie zapomnijcie zabrać z domu parasola! Jakaż to wtedy chmura nostalgii przesuwa się nad krajem. Maja teściowa dzwoni zaniepokojona i mówi, że wie od cioci Rosy iż w Turynie pada no i jak my sobie z tym radzimy!? A my, jak to my bierzemy parasol i w świat w nadziei, że może później zapali się słoneczne światło!

Słońce, które oświetlając nadaje barwy przedmiotom, a wtedy nawet brzydkie rzeczy stają się interesujące. Powstaje wtedy chęć otaczania się pięknem i dążeniem do niego. Italia to światowa stolica piękna, to szczególne miejsce, gdzie tak bardzo rozwinęły się sztuki zwłaszcza „wizyjne”: architektura, malarstwo, rzeźba, design, moda. Ten proces trwa także dzisiaj i powstają coraz to nowe produkty włoskie charakteryzujące się właściwym sobie stylem „made in Italy”.

Słońce, które karmi rośliny: splecione rzędy dojrzewających winogron, uginające się pod ciężarem owoców drzewa pomarańczowe i cytrynowe, gaje oliwne, krzaki pomidorów. Jego obecność wyczuwa się w każdej kropli wina, nadaje kolor pomarańczom, płynie w gęstym strumieniu oliwy i osusza dojrzałe pomidory nadając im smak jedyny i niepowtarzalny.

Słońce to siła, energia, to życie! To pasja – la passione! Już małe dzieci zachęca się do odkrywania własnych zdolności, z czasem się je pogłębia i udoskonala. Pasja pozwala mieć zawsze entuzjastyczne podejście do własnego zawodu i jest siłą motywującą do działania.

Słońce to odpoczynek, barwi morze na turkusowo. Pod jego patronatem na plażach jak grzyby po deszczu wyrastają parasole przeciwsłoneczne. Wielu jest Włochów, którzy nie wyobrażają sobie wakacyjnej przerwy bez wyjazdu nad morze i godzinnych kąpieli słonecznych. Dzięki temu nabierają siły do przeżycia całego roku pracy i żyją nadzieją następnych wakacji.

 

 

 

Jeżeli wybieracie się w podróż do słonecznej Italii, bez względu na porę roku, nie zapomnijcie proszę okularów
przeciwsłonecznych! Ja noszę je codziennie przy sobie jako rzecz nieodzowną w codziennym życiu. Nigdy nie wiadomo kiedy będą potrzebne. Zdarza się, że opatulona w szalik i czapkę zakładam ciemne okulary, ale tutaj nikogo to nie dziwi, to jasne jak Słońce!