O tym jak to Kapeluszniczka z katem rozmawiała

O tym jak to Kapeluszniczka z katem rozmawiała

W czasie okupacji napoleońskiej w Turynie na Piazza Carlina zamontowana została gilotyna. Egzekucje miały charakter publiczny, a między 1800 i 1815 roku odbyło się ich tutaj aż 400. Jak donoszą źródła jako pierwsza głowę straciła na niej piękna kobieta, której imię nie zostało zapisane, a zapamiętana została jako Bela Caplera – Piękna Kapeluszniczka. Chociaż bohaterka tej opowieści dzięki swojej nazwie wydawała się przywoływać kobiecy odpowiednik postaci z książki „Alicja w krainie czarów”, to jednak tylko nazwa jest bajkowa, zakończenie tej historii bynajmniej do szczęśliwych nie należało.

Wszystko zaczęło się w sklepie prowadzonym przez małżeństwo sprzedające kapelusze. On dużo sarszy niż ona, brzydki, zwiędły, skąpiec i sknera. Ona piękna, młoda kwitnąca, ciekawa świata i ludzi, poszukująca miłości i namiętności. Ciężko było pogodzić dwa tak różne światy.

Do sklepu coraz częściej zaczynali przychodzić mężczyźni zwabieni urodą Kapeluszniczki. Może mówili czułe słówka, może adorowali, może coś obiecywali, w końcu dziewczyna dała się uwieść. Wielu zalotników zapraszała na zaplecze. Wieść szybko rozeszła się po okolicy i dotarła także do uszu zdradzanego męża. Rozzłoszczony do żywego mężczyzna groził, iż zamknie sklep, a żona zajmie się wyłącznie prowadzeniem domu. Młoda mężatka przestraszona wizją, która wydawała się jej pożegnaniem ze światem i ludźmi, wpadła w rozpacz.


Niedługo trzeba było czekać na rozwój wypadków. Wkrótce po tej groźbie mąż został znaleziony w domu z poderżniętym gardłem. Drżąca jeszcze ze strachu żona opowiadała o dwóch złodziejach, którzy zaskoczyli małżonków we śnie i grożąc śmiercią zażądali oddania pieniędzy. Mąż sprzeciwił się napastnikom i został zabity… a żona?

Badający sprawę, analizując przebieg wypadków, zaczęli zadawać z niedowierzaniem pytania, dlaczego tylko mąż przypłacił życiem ten napad. W osądzie wszyscy byli przekonani o spisku na życie małżonka, na czele którego stała niewierna żona. Wyrok był nieodwołalny: śmierć!

W tym to właśnie czasie w Turynie na Piazza Carlo Emanuele II (zwanemu powszechnie Piazza Carlina) została zamontowana gilotyna. Kat nie mało głowił się jak przeprowadzić pierwszą egzekucję, aby była skuteczna i by zapewniała „szybki koniec”. Jak w takich przypadkach się zdarzało, ludzie nie przestawali o tym rozmawiać, krążyło wiele opowieści. Szczególnie rozpatrywany był aspekt czy człowiek umierał od razu po odcięciu głowy, czy głowa czuła coś oddzielona od ciała, czy żyło ciało bez głowy, czy głowa jeszcze myślała… Każdy miał coś do powiedzenia, powstawało wiele teorii i zainteresowanie tym nowym przyrządem z dnia na dzień rosło.

Kat natomiast był poważnie zestresowany tym ludzkim gadaniem, o ile przyzwyczajony do wykonywania zawodu z pełną precyzją, nowa „technologia” pozostawiała pewne wątpliwości. Zaniepokojony pierwszą egzekucją oglądał i sprawdzał niezawodność nowego narzędzia, a w przeddzień wykonania wyroku udał się do skazanej, by zapytać o małą przysługę. Prosił ją aby w momencie kiedy ostrze odetnie jej głowę, dała znać w jakiś sposób czy czuje coś jeszcze.

Legenda opowiada o pakcie zawartym między piękna wdową i katem, który gwarantowałby wymianę przysługi. Wprawdzie nikt nie brał udziału w ich rozmowie i nie wiadomo dokładnie o co poprosiła skazana, ale rozważając jej położenie, przypuszcza się iż w obliczu tak poważnego oskarżenia i nadchodzącej kary Boskiej chodziło właśnie o modlitwę i ratowanie duszy.


W dzień egzekucji, jako że była publiczna, i zgodnie z oczekiwaniami zeszło się bardzo dużo gapiów. Kiedy piękna wdowa weszła na szafot, znacząco spoglądała na kata dając mu znaki, które tylko on rozumiał. Pomimo wcześniejszych obaw, egzekucja poszła jak z płatka. Żadnych nieprzewidzianych zdarzeń, ostrze z impetem spadło w dół wykonując swoje zadanie. Kat z niepokojem obserwował co dzieje się przed nim i śledził szczególnie co działo się z głową. A ta od momentu, kiedy została odcięta jak piłka turlała się przed nim, kończąc swoją ostatnią podróż w wiklinowym koszu. Kat biegł zaniepokojony wzrokiem za nią, w końcu podszedł do kosza i kiedy spojrzenia się skrzyżowały zamarł z przestrachu: smutne oczy kobiety wolno kierowały wzrok w jego stronę, wypełnione po brzegi łzami, które zaczynały spływać małą stróżką po policzkach.

Tak kończy się ta smutna, nieco sentymentalna historia, choć niektórzy mówią, że jednak trwa do dziś, a to z powodu, iż kat… nie dotrzymał swej obietnicy! Skąd o tym wiadomo? Mówi się, że niekiedy nocą, w okolicy Piazza Carlina błąka się postać kobiety bez głowy, która bezskutecznie szuka swojego pięknego oblicza.

Tekst napisany w oparciu o książkę: Laura Fezia „101 misteri di Torino”